Ci goście za diabła nie mogli się dogadać, a to dziwne, bo sprawa była prosta, w zasadzie zero pola do rozbieżności – jeden z nich kupił Frostpunka, zagrali i zamiast ocenić grę na BGG i walnąć jej szczerą od serca ocenę i dać światu jasny przekaz, czy gra jest dobra, czy do bani, zaczęli się kłócić. Absurd.

Steve: Przede wszystkim gra wygląda O-BŁĘD-NIE. Tak zwany table presence jest tu na najwyższym poziomie, duże świetnie zilustrowane karty, wielkie kafle terenu, masa dużych, dwuwarstwowych plansz i oczywiście wieża – gigantyczny model generatora, do którego będziemy wrzucali kostki węgla i sprawdzali, czy generator się przepalił. Patrzysz na stół z rozłożonym Frostpunkiem i jesteś rozłożony na łopaty. To jest genialne.

John: No z tą łoptą to dobra metafora. Gra ma absurdalną ilość komponentów. Mogli w pakiecie jeszcze taczkę dołożyć. Sam set up gry zajmuje jakieś pół godziny. Mi się nawet nie chce o tym myśleć. Nie wspominając o wielkości stołu. Jak nie masz w domu stołu do ping ponga to do Frostpunka nawet się nie zbliżaj. To jest wzorcowy przykład gry overproduced – gry w której wszystkiego jest dużo, za dużo, masa talii, żetonów, człowieku, set up Frostpunka zajmuje 14 stron w instrukcji. O czym my w ogóle rozmawiamy. To jest żart.

Steve: To jest cena jaką płacisz za epicką rozgrywkę. We Frostpunku udało się zawrzeć masę świetnych, dobrze zaprojektowanych mechanik. Jest mechanika generatora, który musimy zasilać węglem, ale który może eksplodować. Zasilany generator rozprowadza ciepło – zależnie jakie i gdzie zbudowałeś budynki, będą one ocieplone lub nie. Z tego z kolei wychodzą reguły zachorowań i osłabienia – jeśli twoi ludzie pracują w nieocieplonych miejscach, chorują. To z kolei prowadzi do planszy i ścieżki chorób – gdy dojdziesz w niebezpieczne rejony ludzie zaczną ci umierać…

John: Zgadzam się, że mechanika dobrze oddaje temat gry, i że poszczególne elementy dobrze się łączą, ale…

Steve: Ale?!

John: Ale wszystko sprowadza się do jednego – cokolwiek robisz, i tak ludzie zachorują i umrą i przegrasz. W tej grze nie ma nic pozytywnego. Ludzie umierają z zimna. Ludzie umierają z głodu. Ludzie umierają z braku domów. Ludzie umierają z braku nadzieji. To jest 36 stron instrukcji informującej cię jak możesz przegrać. To jest najbardziej depresyjna gra w jaką grałem. Podczas tej trzy godzinnej rozgrywki nie wydarzyło się nic, absolutnie nic pozytywnego. Każda tura to ludzie umierający na różne sposoby.

Steve: To jak Adamowi Kwapińskiemu, autorowi gry, udało się oddać mechaniką beznadziejną sytuację osady, w której żyjemy, to jak na każdym kroku musimy walczyć o każdy worek węgla, o każdy ciepły posiłek, to jak niesamowicie wybalansował tą grę – w każdej turze czujemy, że to koniec, że przegraliśmy, że to ostatnia tura, a potem jakimś cudem udaje nam się znaleźć rozwiązanie, gdzieś użyć jakiegoś budynku, może wprowadzić jakieś prawo, może użyć zdolności jakiegoś mieszkańca i doczołgać się, dosłownie doczołgać do kolejnej tury, to jest genialne. To jest mistrzostwo świata jak ta gra trzyma nas w garści, jak bezlitośnie poddusza, ale dalej utrzymuje przy życiu.

John: Nie no, zachęciłeś mnie. Gdybym jeszcze nie grał we Frostpunka, to bym się dosłownie teraz rzucił na planszę, by natychmiast grać.

Steve: Wyczuwam ironię.

John: Frostpunk jest rozbudowaną do granic absurdu symulacją umierania z zimna i jeszcze udaje, że gracze mają jakieś szanse, czy wybory. Zobacz na te talie. Na początku każdej rundy dobieramy kartę Poranka – jest to losowe wydarzenie, które mówi nam co wydarzyło się przez noc. Następnie mamy trzy opcje do wyboru. Zależnie co wybierzemy, do talii Zmierzchu wtasujemy inną kartę wydarzenia. Będą jakieś konsekwencje. Tylko że ja nie wiem co wtasowuję. Gra mówi – podejmi wybór, a ja pytam – no dobrze, ale jakie będą konsekwencje. A gra mówi – Niespodzianka! To nie jest wybór.

Steve: Przesadzasz.

John: Nie. To samo masz z prawami. Wprowadzasz prawo i wtasowujesz do tali Zmierzchu losową kartę wydarzenia związaną z tym prawem. Ale nie wiesz co się wydarzy. Czy dojdzie do buntu, czy ludzie umrą z przepracowania, podejmujesz decyzje, ale nie znasz odpowiedzi na proste pytanie – co z tych decyzji wyniknie.

Steve: Przesadzasz. Po pierwsze, można się domyślić. Po drugie to jest realistyczne – ty masz jakąś prywatną wróżkę, która ci szepcze codziennie do ucha co się wydarzy jak nie przyjdziesz do pracy, albo nie wypijesz kawy, albo…

John: Mówię tylko, że te karty są bardzo klimatyczne i budują fabułę, ale ułudą jest wiara, że mamy realną decyzję. Nie znasz konsekwencji, czyli twój wybór jest na pałę.

Steve: Ja te talie uwielbiam. Zresztą cały Frostpunk zbudowany jest w sposób genialny – w każdej fazie dzieje się coś ciekawego i nieoczekiwanego. W fazie poranka dobieramy kartę Wydarzenia. W fazie generatora dorzucamy kostki do generatora i sprawdzamy czy wybuchł. W fazie pogody dobieramy karty pogody i sprawdzamy nie tylko jak obniżyła się temperatura, ale i to jak postępuje nasza wyprawa zwiadowców. Tu dosłownie czeka się na każdą fazę, bo w każdej dzieje się coś ciekawego.

John: Tak, dziesięć faz, a w każdej możemy zginąć na inny sposób.

Steve: Nie podoba ci się ta gra, co?

John: Frostpunk to gra o absurdalnie gigantycznych rozmiarach, pełna fluffu, który nic nie wnosi, oprócz jakiegoś tam klimatu, gra w której każda reguła próbuje cię zabić, gra, która trwa grubo ponad 3 godziny, a na końcu i tak przegrasz… W tym czasie mógłbym zagrać w trzy inne planszówki i mieć więcej radości z gry. Trójka na BGG to maks jaki możemy jej dać.

Steve: Jesteś szalony. Frostpunk to mocna ósemka, choć za księgę scenariuszy rozważam podbicie do dziewiątki. Mega klimat, zajebiste wykonanie, mechaniki świetnie spięte z klimatem, masa wyborów, dziesiątki budynków, reguły praw, ogrzewania, człowieku, to jest jedna z najlepszych gier kooperacyjnych ostatnich lat!

No i goście dalej się kłócili i przekonywali i jeden ocenił ją na 3, drugi na 9, a prawda jest taka. Żadna gra nie jest zła ani dobra, żadna gra nie jest dziewiątką, ani trójką. Z grami jest tak, że są w naszym guście, albo nie są. A jeśli nie są, to wcale nie znaczy, że są złe. Znaczy to tylko, tyle i aż tyle, że… że nie są w naszym guście.

P.S. A jeśli spytacie Ignacego, to tak, Frostpunk jest w jego guście. Bardzo bardzo.

Share: