Spotkał wariat wariata

Nie widzieliśmy się z Kirszniokiem od lat, ale zróbiłem zlot dawnego Nizioła, przyjechał, pogadaliśmy, zagraliśmy, co słychać, co porabiasz, w co grywasz, takie tam rozmowy po latach. Gdzieś, w którymś momencie pada obowiązkowe “W co obecnie grasz?”, a w odpowiedzi machnięcie ręką i odpowiedź, że we wszystko, że tych gier tyle, że się nie da zliczyć. Ja się uśmiecham i mówię, że też, że wariat, że mam tych bitewniaków tyle, że nawet tuzin graczy by tego nie ograł, a on się śmieje, że ma więcej. Ja mówię, że poważnie, że kupuję tego jak kretyn, co nowa gra, to ja od razu skaczę na główkę, a on mi na to, że teraz tyle tego wychodzi, że trudno się powstrzymać i ma tak samo.
Event się skończył, pożegnaliśmy się, ale ten testosteron we mnie już buzuje, już mi tam w głowie biega to pytanie i za nic nie chce się uspokoić – Ile on ma tych bitewniaków. Co znaczy, że nie może się powstrzymać. Czy on ma wiecej bitewniaków niż ja? Czy jest jeszcze większym wariatem? No przecież nie zasnę, jak się nie dowiem.
Ostatecznie zasypiam. Wymyślam grę. Piszę do Kirsznioka na drugi dzień na Messangerze, że nie ma tak, że sprawa będzie wisiała w powietrzu, i że nie dowiemy się kto jest większym wariatem. Oto zasady gry:
Podajesz tytuł gry figurkowej którą masz. Posiadanie gry, to albo podręcznik, albo figurki – dowód, że zainwestowałeś hajs, by w grę grać. Za posiadanie gry masz 1 Punkt Zwycięstwa. Jeśli masz pomalowane figurki, to znaczy, że zainwestowałeś nie tylko hajs, ale i czas, wtedy masz 3 PZ. A jeśli do danej gry masz więcej niż jedną armię modeli, bo grę tak uwielbiasz, że masz kilka armii, dodatkowy Punkt. Gotowy do gry? No to walczymy!
Piszę mu, że mam grę Warhammer Battle i pomalowaną do niej armię krasnoludów. Nie wchodzę w szczegóły, że mam 4 podręczniki z czterech kolejnych edycji, że gram w tą grę od 1994 roku, że dawniej miałem jeszcze armię Wood Elfów, że mam w połowie skompletowaną armię Tomb Kingów, nie wchodzę w te wszystkie dekoracje, po prostu walę obuchem prosto w łeb – Warhammer Battle: Krasnoludy, 3 PZ.
Kirszniok odwija się toperem i odpisuje, że też Warhammer Battle, że też krasnoludy, że też pomalowane, i że jeszcze ma armię Beastmanów. Wynik 4:3 dla niego. Uśmiecham się. To będzie epicki pojedynek.
Rzucam w niego szaleństwem ostatnich kilku lat – do gry Blood Bowl mam pomalowanych krasnoludów, pomalowanych Nieumarłych, i do tego jeszcze niedawno kupionych Hobbitów. Mocne 4 punkty i wynik 7:4 dla mnie. Kirszniok odpowiada kolejnego dnia. Też ma Blood Bowl, też pomalowane armie i też więcej niż jedną – ona ma armie Ludzi, Orków i Skavenów. 8:7 dla niego.
Idę dalej tropem gier firmy Games Workshop, choć tu trochę wstyd, bo tu szary plastik, nie pomalowany, jakoś nigdy nie było czasu – Warhammer 40K i trochę tylko popaćkana farbą armia Orków i zupełnie szara, ledwo posklejana armia Sisters of Battle. Marne 2 PZ, wynik 9:8 dla mnie, ale już wiem, że zaraz mi się Kirszniok odwinie. I tak jest w rzeczywistości, wyciąga z oferty GW grę Necromunda i dwie pomalowane armie – Goliath oraz Ludzi Pustyni. 12:9 dla mnie, a ja pluję sobie w brodę – w Necromundę grałem na studiach, miałem swój gang, a potem, jak w Portal Games projektowaliśmy grę Neuroshima Tactics to używałem tych modeli w testach, gdzieś je pogubiłem, potraciłem, szlag by to trafił, jeszcze przegram przez to z Kirszniokiem!
Wynik jest słaby, więc atakuję za 4 punkty, mam grę Kill Team, pomalowaną armię Orków i prawie pomalowaną armię Death Guard, świetna gra, szybka, intensywna, kompaktowa, nawet moja Merry ją toleruje i czasem gra! Nie wspominam że mam jeszcze dwa dodatkowe startery, każdy z dwoma kolejnymi armiami, nie chwalę się już, że tych armii to mam sześć, a nie dwie, bo przecież sam tak wymyśliłem teguły – 4 PZ to max jaki można wyciągnać. Jest więc 13:12 dla mnie, ale Kirszniok odpowiada tym samym zestawem, też ma Orków, też ma Death Guard do Kill Team, ale na szczęście jeszcze ich nie pomalował. Wyciąga za to więc tylko 2 PZ. 14:13 dla niego.
Spoglądam na półkę…
Jest tam jeszcze jedna gra Games Wokrshopu – Legion Imperialis. To nowa edycja starej, kultowej gry Warhammer 40K Epic. Gra o figurkach w sali 6 mm, pozwalająca na rozgrywanie epiiiiiickich bitew z morzem czołgów, tysiącami żołnierzy piechoty, z mrowiem wojska. Niestety, jeszcze tego mrowia nie pomalowałem. Ledwo 1 Punkt. Doprowadzam do remisu, 14:14, a on wyciąga także kultowego starocia z Games Workshop – pomalowaną armię krasnoludów do gry Man’o’War, starusienkiej gry o bitwach morskich w świecie Warhammera. Zawsze chciałem w to zagrać, ale wtedy, na studiach nie starczyło funduszy na zakup, miałem jednego Warhammer Battle oraz kilka figurek do Necromundy i to było wszystko na co człowieka stać. No nic, 17:14 dla Kirsznioka. Opuszczam stajnię Games Workshop. Czas na gry innych wydawców.
Uderzam z całej siły, mocne 3 punkty przynosi mi gra Flames of War, moja obsesja ostatnich miesięcy, gra, w którą mam ponad 30 rozgrywek, dużą, w pełni pomalowaną armię Amerykanów, gigantyczną makietę, matę, dedykowane żetony, kostki, podręczniki – uwielbiam ją. Kirszniok nadal w stajni GW odpowiada mi grą o walkach tytanów, gigantycznych mechów, robotów bojowych – Adeptus Titanicus. Na szczęście jeszcze tego nie pomalował, więc tylko 1 PZ. Wynik 18:17 dla niego.
Wietrzę szansę i rzucam do walki drugą grę bitewną, w którą mam najwięcej rozgrywek w ostatnich latach czyli Frostgrave. Mam do niej pomalowaną armię krasnoludów oraz pomalowaną armię Goblinów, mam z tego soczyste 4 PZ, i już nawet nie wspominam, że mam do niej zbudowaną obłędną makietę, że mam podręcznik podstawowy i pięć dodatków, że mam wydrukowane i zakoszulkowane wszystkie zaklęcia. Nie waham się jednak pochwalić, że jest to gra, w którą grywam z żoną. Strasznie jestem dumny z żony. 21:18 dla mnie. To był mocny cios.
Kirszniok tymczasem z banenem na twarzy doprowadza do remisu – też ma armię do Legion Imperialis, ale w przeciwieństwie do mnie, on swoją pomalował. On zbiera 3 punkty, a ja dochodzę do wniosku, że zamiast testować Detektywa, trzeba było malować figurki, może bym teraz nie dostawał takiego lania.
No dobra, remis to jeszcze nie lanie. Spoglądam na półkę i wyciągam z niej kolejny wynalazek, w którym zakochałem się kilka miesięcy temu – Rangers of Shadow Deep. Sama gra może nie jest najlepszym bitewniakiem świata, ale kupiłem sobie do niej modele z Władcy Pierścienia, pomalowałem sobie całą drużynę pierścienia, zbudowałem piękną makietę i gram sobie wymyśloną przez siebei mini kampanię z akcją w Rohanie. Mam do tego figurkę ukochanej Eowiny i jest zajebiście. Aragorn i Eowinka wyprowadzją mnie na prowadzenie 24 do 21.
Kirszniok opuszcza staję Games Workshop i chwali się pięknie pomalowaną armią Rosjan do gry Bolt Action. Znowu remis. Na dźwięk słów Rosjanie i Bolt Action odpowiadam instynktownie – też Bolt Action i Amerykanie. Ale w zasadzie to mam tylko podręcznik, a figurki w wersji plików STL do druku, jeszcze nie wydrukowałem, nie mówiąc nawet o pomalowaniu. Ledwo 1 PZ. No ale prowadzę, 25:24. Kirszniok tymczasem nadjeżdża czołgami – Achtung Pancer, czyli gra, która używa modeli z Bolt Action, ale skupia się tylko na pojedynkach czołgów. Kto z was grał w World of Tanks, ten czai bazę. 27:25 dla niego.
No masakra. Pojedynek na Messangerze trwa już ponad dwa tygodnie, codziennie, czasem z dniem czy dwoma przerwy przerzucamy się tym co mamy w kolekcji i końca nie widać. Spotkał wariat wariata.
Odkurzam stare, nie używane od lat pudło – armia Cryx do Warmachine. Nie grałem w to od dekady, ale na szczęście wszystko pięknie pomalowane, więc 3 punkty należą się jak psu buda. Kirszniok się nie zraża i odpowiada pomalowaną flotą do przepięknej, absolutnie obłędnej gry Black Sails, w której żagle, działa, proch, bitwy morskie, abordaże i piraci… No dobra, 30:28 dla niego. No nie da się chłopa złamać. Muszę go zamęczyć, muszę go pokonać kondycyjnie.
Z półki ściągam starter do gry 02 Hundred Hours. Figurki nie sklejone, żetony nawet nie wypchnięte z wypraski, podręcznika nawet nie przewertowałem. Ale to jest wojna, tu się liczy każdy punkt. Mam więc 1 PZ za grę, którą kupiłem kilka miesięcy wcześniej i nawet jej nie rozpakowałem. Kirszniok widzi, że to ta faza meczu, kiedy trzeba odpocząć, takie trochę symulowanie gry, taka 40 minuta pierwszej połowy. Zgłasza się z armią Bauhasu do Warzone, ale nie pomalowana, leży od lat w pudle, zakurzona i zapomniana. 31 do 29 dla niego. Utrzymał przewagę.
No to ja z kontrą, rzucam do boju Zone Alfa, grę post apo w klimatach Pikniku na skraju drogi, tajemnicza zamknięta strefa, dziwne artefakty, a wszystko to w sowieckim sosie. Mam do niej podręcznik, pomalowaną armię, zajebistą makietę, mocne 3 punkty. Z perspektywy czasu już wiem, że trzeba było dać bonus z punktach za dedykowaną makietę, trochę bym na tym ugrał, ale teraz za późno nie będę zmieniał reguł. Po długich kilkunastu dniach pojedynku wreszcie znowu wychodzę na prowadzenie. 32:31
Kirszniok podmęczony, ledwo remisuje, choć szkoda, bo gra, którą przeciwko mnie rzuca jest obłędna – Silver Bayonet. Przenosimy się w XIX wiek, czasy napoleońskie, ale groza, ale horror, ale dzielni żołnierze napotykają niepojęte! Zawsze chciałem w nią zagrać. Ale Kirszniok jeszcze nie pomalował swoich Brytyjczyków, więc tylko 1 PZ i mamy 32:32
Przechodzę do ataku, mocny cios, gra Gaslands, kolejne post apo, ale tym razem inspirowane nie powieścią Strugackich, a kinem – oto Mad Max na stole, figurki aut resoraków, szalona trasa na stole i gonitwa, pościg, strzelanie, taranowanie, absolutny odjazd. Mam kolekcję zajebiście pomalowanych autek, mam samoróbki żetony w klimacie post apo, mam cały obłędny zestaw do zabawy. Inkasuję mocne 3 punkty i słucham pana.
Pan niestety kopie mnie w jaja. Wyciąga grę Test of Honor, która z kolei przenosi nas do Japonii. Kirszniok rzuca we mnie dwoma klanami samurajów, pomalowaną makietą, pokazuje, że trzymał asa w rękawie i jest to piękny as. Figurki są obłędne, klimat genialny, sama gra prosta ale i ciekawa. 36 do 35 dla niego.
Jadę na oparach. Walczymy na FB Messangerze już z miesiąc. Wyciągam z półki Five Parsecs From Home, obłędną grę sf, w której dowodzimy zbrojnym oddziałem awanturników, latamy od planety do planety przyjmując zlecenia na różne misje taktyczne. Gra tyleż czasu skupia się na samej rozgrywce na stole, jak i na buchalterii pomiędzy misjami, na zarobkach za misje, rozwijaniu ekipy, przygodach pomiędzy zleceniami, gruby podręcznik pełen miliona tabelek opisujących przypadki naszej ekipy. W życiu w to nie grałem, nie mam figurek, ale walę w Kirsznioka w rozpaczy za 1 PZ. On też już ostatkiem sił odpowiada mi za 1 PZ grą Muskeet & Tomahawk, to rzecz podobna do Silver Bayoneet ale przenosi nas na podgranicze US i Kanady w XIX wieku. Zacna rzecz. 37 do 36 dla niego.
Patrzę pod biurko, jest tam sterta plastiku – jakiś gość pozbywał się całej armii, kupiłem po okazyjnej cenie, grałem dwa razy w życiu i tyle. Wydaje mi się, że to uczciwie zarobiony 1 PZ. Warto było wydać te osiem stówek. Gra o której mowa to Song of Ice & Fire i moja armia Nocnej Straży. Mam tego całą stertę. Nie wiem po co, bo gra mi się nie podoba. Mam też armię Starków, ale nie kompletną. Biorę ten 1 PZ i nie wgryzam się w temat, żeby się nie kompromitować. Na szczęście w regulaminie nie było nic o tym, że można punktować tylko za gry, które się lubi. 37 do 37.
Kirszniok też się czołga. Przyznaje się, że też ma podręcznik do Rangers of Shadow Deep, ale nie ma figurek. Bierze 1 PZ i nie drąży. 38 do 37. To jest walka w błocie, to jest brutalne starcie, w którym zwycięży ten co dłużej ustoi na nogach.
Rzucam do boju hufce z Ogniem i Mieczem. Wsparłem na Wspieram.to starter dla dwóch graczy. Leży dumnie na półce, niesklejony, nie pomalowany, nie zagrany. Ja wiem, że to genialna gra. Ja wiem, że nowatorskie mechaniki, piękne modele, obłędny okres historyczny, że do tego polska, rodzima, najlepsza, no ale nie da się zagrać we wszystko! Biorę 1 PZ i obiecuję sobie, że muszę to cholerstwo choć skleić.
Wtedy Kirszniok wyciąga puginał i wbija mi w plecy. Puginał nazywa się Dead Man’s Hands i jest westernem. Chłop ma dwie armie, zajebistą makietę, wychwala jaka gra jest świetna i brutalnie uderzając zgarnia 4 punkty. Krwawię. Padam na kolana, 42 do 38. Nie wyjdę żywy z tego błocka.
Ale jeszcze walczę. I żeby przeżyć sięgam po nieczyste zagrania.
Neuroshima Tactics, wydana przez Portal Games. Mam podręcznik, armię Posterunku. Pomalowaną, bo podczas testów reguł kampanii malowałem ją na potrzeby social mediów. 3 punkty in your face charczę pod nosem, ale przecież wciąż przegrywam. 42:41
A on nie chce upaść, wciąż trzyma mnie za gardło i dusi – jego odpowiedź to Saga, gra, w którą od dawna chciałem zagrać – to z kolei potyczki fantasy ale w skali skirmish, mniejsze drużyny, mniej figurek. Ma pomalowaną armię. Uderza tam, gdzie wcześniej wbił puginał. Zwijam się z bólu. 45:41 dla niego. Wiem, że nie mam już wiele, wiem, że on nie ma już wiele, wiem, że zbliżamy się do końca. Byle dotrwać, byle ustać na nogach.
Uderzam z całej siły – The Great War, pierwsza wojna światowa, mega fajna gra oparta na bazowej mechanice gry Flames of War. Mam do niej w pełni pomalowaną armię Niemców, dwa zajebiste czołgi, snajpera, dwie drużyny piechoty, jakieś CMK, wygląda to na stole genialnie. Mam też – oczywiście – zbudowaną specjalną makietę z okopami. Trzy punkty. 45:44. Jeszcze nie zginąłem.
Czuję, że Kirszniok mnie dusi, ale czuję, że i on słabnie. Atakuje grą Sharp Practice, czyli kolejny bitewniak z aryciekawego i obłędnego wizualnie XIX wieku. Ale armii nie pomalował. Tylko 1 PZ. 46:44. A ja wciąż nie mam zamiaru się poddać.
Gra Doomed to bitewniak fantasy, w którym gracze nawalają się między sobą, ale z jednym drobnym twistem – na polu bitwy jest jeszcze trzecia strona – gigantyczny, przerażający, potężny potwór. Podręcznik Doomed zawiera ponad 100 stron reguł pozwalających stworzyć kompletnie odjechane monstra, które będą się przewalały przez pole bitwy. Genialna gra. Nigdy nie grałem. Nie mam figurek. Ale mam podręcznik. To wydane kilka miesięcy temu 40 euro daje mi jakże potrzebny 1 PZ. Kirszniok prowadzi jednym punktem, 46:45.
I nie chce się poddać. Podobnie jak ja rzuca we mnie podręcznikiem, nie ma modeli, nie grał, ale podręcznik ma – Burrow and badgers, o antropomorficznych zwierzakach. 47:45
Jesteśmy już w doliczonym czasie gry, obie drużyny słaniają się na nogach, Kirszniok wycofał się we własne pole karne i dramatycznie broni przewagi. Nacieram. To nie jest czas na honorową walkę.
Full Thust, genialna gra o bitwach w kosmosie, wydana przez Portal Games w 2002 roku. “Żeby nie było, naprawdę mam podręcznik!” piszę Kirszniokowi. No pewnie, że mam, tak jak każdy inny podręcznik jaki Portal kiedykolwiek wydał. Nie mam figurek. Nie grałem w to od lat, ale kogo to teraz obchodzi, jest 93 minuta meczu, wynik 47:46. Czy on wreszcie klęknie??
Nie. Chłop nie chce paść. Wyciąga z szafy podręcznik do Warmastera. Stara gra Games Workshopu, pamiętam dobrze jej premierę, bo było to w roku, kiedy założyłem Portal Games i pisaliśmy o niej w Portalu – rok 1999, kawał historii. Zawsze chciałem w nią zagrać. To taki Warhammer 40k Epic, tylko w wersji fantasy. Masz mrowie micro figurek, bitwy wyglądają jak te z Władcy Pierścieni, masz na stole setki malutkich żołnierzyków. Recenzje tej gry zawsze były hiper pozytywne. Cóż, będę musiał zagrać z Kirszniokiem. A na razie daję mu punkt. 48:46. Co tu się dzieje?!
Wyciągam już takie dziwactwa, że jest mi wstyd, ale kurczę co robić, nie spodziewałem się, że to potrwa tak długo! Rzucam w niego pedefem. Żenada. Ale z drugiej strony zgodnie z regulaminem, mam podręcznik, uczciwie za niego zapłaciłem, to, że nie wyszła wersja w druku to nie moja wina. Gra nazywa się Torch & Shield. Spędziłem pół dnia przeszukując dysk, by ją znaleźć, by się upewnić, że naprawdę ją mam i mogę zdobyć ten punkt. Gdyby Merry wiedziała na co tracę czas, to by mnie zabiła. Nie Kirszniok by mnie zabił, nie choroby układu krążenia, a Merry. Nie, nie mam pojęcia co to za gra. Była na Kickstarterze, wsparłem, w życiu nawet nie otwarłem tego PDF. Nic mnie to nie obchodzi. Mam punkt. 48 do 47. Czy ten gość wreszcie się podda?!
“Rebels and Patriots, pisze do mnie. Tylko podręcznik. 1 punkt. I z mojej strony to koniec. 49:47” pisze Kirszniok.
Rzucam się do półki z grami. Five Leagues From The Borderlands to wariant opisywanego wcześniej Five Parces from Home, czyli ponownie przygodowy bitewniak z rozwojem ekipy, ale tym razem fantasy. 49:48. Przesyłam mu zdjęcie książki. Nie grałem. Podobno świetne.
“Masz coś jeszcze?” pyta.
Mam. I uwierzcie lub nie, ja sam do dziś w to nie wierzę, ale naprawdę, zaklinam się na wszystkie możliwe zaklęcia – mam ostatni podręcznik – Trench Crusade. Mam do niego armię New Antioch, ale nie pomalowaną, więc tylko 1 Punkt Zwycięstwa.
49:49
NIE-PO-JĘ-TE. Naprawdę wyszedł nam remis.
Pozdrawiam w imieniu wariata z Zabrza i wariata z Gliwic. Obaj potrzebujemy dobrego lekarza.
P.S. Tak, od czasu pojedynku opisanego w artykule kupiłem kilka kolejnych gier figurkowych. Ale uwierzcie mi, Deth Wizards wyglądało tak zajebiście…









Leave a Comment