W nawiązaniu do wczorajszego artykułu Michała Oracza, oto link związany z kinem SF. Uśmiech!
[autorem artykułu jest Michał Oracz]
Na jednym z forów trafiłem niedawno na bardzo ciekawy wątek, w którym gracze dyskutowali o tym, jak to często tematyka odstrasza od choćby wypróbowania gry. W dyskusji zdecydowanie przodowało odcinanie się od wszelkiej maści fantastyki, horroru i sf.
Wielu z wypowiadających się deklarowało, że za nic nie sięgnie po grę, jeśli są w niej zombi, statki kosmiczne, wampiry, czy elfy. No, chyba że gra mimo to zawędrowała na szczyty rankingów, wtedy można zrobić wyjątek i zbrukać nią swoją powagę – po prostu sprawdzić, czy w tych niepoważnych szatach skrywa się coś aż tak wartościowego, by zniżyć się do takiej dziecinady.
Czy rzeczywiście aż tak duża część miłośników planszówek nie znosi fantastyki?
Coś mi tu nie gra, bo patrząc na ranking BGG, blisko połowa gier pierwszej pięćdziesiątki to fantastyka w czystej postaci.
Skąd zatem tylu wrogów? Czy uważają fantastykę za rzecz niepoważną?
Zerkam kilka wątków dalej: tamże ci sami ludzie zastanawiają się, dlaczego tylu ludzi, którzy świata planszówek jeszcze nie znają, uważa planszówki za rzecz niepoważną, mając w głowie od razu przysłowiowego „Chińczyka”. Zastanawiają się, skąd ta niechęć i ignorancja. Hmm, czy to nie analogiczna sytuacja?
Naprawdę, nieraz aż mnie zatyka ze zdziwienia, gdy na konwencie słyszę, że mój kumpel od planszówek nie lubi fantastyki. Jak mogłem to przeoczyć? Czy zakładam z góry, że wszyscy planszówkowicze to fantaści? Chyba tak właśnie robię, zupełnie nieświadomie…
W sumie częściowo rozumiem problem. Na przykład facet-macho chce zagrać ze swoją ładniejszą połówką. Jeśli nie chce uchodzić za nerda (nerd = dziecko z brodą – przyp. aut.) rodem z X-Files, trzy razy się zastanowi przed wyciągnięciem gry ze smokami lub wampirami. Niebezpiecznie zbliżam się tu do tematyki gender, więc mogę zaraz dostać po głowie, ale faktem jest, że i na konwentach, i na forach widzę to na własne oczy: najczęściej to właśnie płeć piękna nie znosi fantastyki i basta.
Na szczęście, mamy też spory procent chlubnych wyjątków (pozdrawiam wolkańskim gestem, live long and prosper!) 😉 Sam jestem takim szczęśliwcem!
Wracając do naszego macho: o wiele bezpieczniej jest wyłożyć na stół ekonomiczną grę z historycznym tłem. Jest poważnie, jak przystało na dorosłych ludzi.
A może naszymi potencjalnymi współgraczami jest rodzina, wraz z jej nieco dojrzalszą częścią? Albo gramy ze znajomymi z pracy? Takiej poważnej pracy. Namówiliśmy ich na weekend z planszówką. Pewnie też bym się zawahał, czy wprowadzać ich w nowe hobby za pomocą gateway game z kosmitami i czarownikami.
Wiecie jak jest. Tak, owszem, gram, ale tylko w gry historyczne. W poważne. Logiczne. Optymalizacyjne. A w kosmiczne przygodówki? Ależ skąd, w życiu, dawno już z tego wyrosłem!
Nie wyrastajcie ze wszystkiego, zbyt duża część świata wyrasta. Fantastyka to umiejętność spojrzenia na siebie, na sytuację i otoczenie, z dystansu. A wiadomo, że łatwiej wtedy dostrzec to, co umyka bez odpowiedniej perspektywy. Przydatne narzędzie, naprawdę.
Może być też tak, że ulegam własnej iluzji. Jako wydawnictwo Portal Games, od samego początku i przez wiele lat tworzyliśmy tylko i wyłącznie gry fabularne, a co za tym idzie – fantastyczne. Neuroshima (postapokalipsa), Monastyr (dark fantasy), De Profundis (horror), Faktoria Frankenstein (horror) itd. Dopiero później wkroczyliśmy w świat planszówek.
RPG i fantastyka były od zawsze nierozerwalnie związane. Tak było przez kilka dekad, choć w tej chwili zaczyna się to zmieniać. Nadal jednak 99% gier fabularnych to sf, space opera, horror, postapo, gothic punk, fantasy, steampunk, primal punk itd. Coś niefantastycznego? Nie ma mowy.
Po tylu latach pracy w obrębie fantastycznych gier fabularnych nietrudno się zapomnieć, że planszówek nie projektujemy dla tego samego środowiska. Że jakiś GRACZ może nie znosić fantastyki. Postaram się o tym pamiętać w przyszłości, oszczędzi mi to zdziwionych min na planszówkowych konwentach.
I obiecuję sobie w tym miejscu, że w ramach zerwania z utrwalonymi przyzwyczajeniami zrobię w końcu coś niefantastycznego.
Tymczasem na stole projektowym wylądował dodatek do Tezeusza – Roboty. Znacie Saturn 3? Odyseję Kosmiczną 2001? Moontrap? Death Machine? Roboty w klaustrofobicznym sf mają już swoją historię.
I z tej okazji obejrzę dziś w kinie Robocopa, kolejny remake klasyka z lat 80tych. Ostatnio całkiem im te remaki wychodzą, mimo że brakuje mi w nich choć odrobiny czerwono-niebieskich reflektorów i hektolitrów mgły…
Wiedziałem tyle co wie każdy – że Charles Darwin, że teoria ewolucji, że człowiek pochodzi od małpy. Tyle mi zostało w głowie ze szkoły. Tyle co nic.
A później pojawił się Robert Masson zagonił mnie do pracy przy dodatku Wyprawa H.M.S. Beagle. Chcąc niechcąc zagłębiłem się w tło historyczne, raz dlatego, że lubię wiedzieć o czym robię gry, dwa dlatego, że czułem i widziałem, że dla Roberta było to piekielnie ważne. Napisał duży wstęp do kampanii pokazujący ramy czasowe, zwracał uwagę przy każdym ze scenariuszy jak ważne kryją się tam odwołania do prawdziwych wydarzeń z życia Darwina.
Doczytywałem, odwiedzałem strony poświęcone wyprawie H.M.S. Beagle, połączyłem ze sobą szereg kołatających się na granicy świadomości faktów (żółwie z Galapagos, ha!), a w końcu i wskoczyłem na Amazon.co.uk i kupiłem Creation, film fabularny poświęcony postaci Charles Darwina. Była to finalna klamra, która poukładała mi wszystko i spięła w całość.
Dziś, dzięki pracy nad H.M.S. Beagle wiem po stokroć więcej o całej tej historii. Poszukując materiałów, doczytując, przeglądając oryginalne dzienniki Darwina, spoglądając na tę historię przez pryzmat całego tła historycznego poznałem postać Darwina znacznie lepiej niż mógłbym ją poznać wtedy, jako dziecko z podstawówki. Darwin to nie był jakiś smutny gość, który dodał dwa do dwóch i wyszło mu, że to cztery. To nie był byle biolog, który pooglądał zwierzątka i doszedł do wniosków, które dziś są dla nas wszystkich tak oczywiste.
Ten człowiek wziął wszystko co wiedziano wtedy o świecie i wywalił do kosza. Postawił tezy, o wadze i znaczeniu jakich nikt wcześniej ani później nie postawił. Ogłosił teorie sprzeczne w mniemaniu mu współczesnych z naukami kościoła.
Tak jak wieki przed nim Kopernik odważył się powiedzieć, że to ziemia krąży wokół słońca, tak Darwin odważył się powiedzieć, że siłami natury rządzą prawa ewolucji. Trzeba do tego odwagi, co?
Obejrzcie Creation. Zagrajcie w H.M.S. Beagle. Uczcijcie człowieka o niezwykłym umyśle. Ja sam piekielnie jestem dumny, że dołożyłem swoją cegiełkę do uhonorowania Darwina i że na swój sposób także oddałem mu hołd.